“Przyjaciel”
To będzie post historyczny, o tym, co mnie prawie przekonało do założenia bloga.
Dawno, dawno temu… dobra, wcale nie dawno. Dzień był słoneczny, nastrój miałem dobry jak rzadko, ale nieopatrznie wszedłem do kiosku. To był błąd, straszliwy i koszmarny błąd, bowiem wzrok mój padł na znaną z wysokiej jakości dziennikarstwa gazetę “Fakt”. Tym razem jednak, na pierwszej stronie zamiast typowego mordercy, zboczeńca, złodzieja czy innego satanisty znajdował się portret władcy Imperium Zła, niejakiego George W. Busha. Przez chwilę myślałem optymistycznie “wreszcie go zdemaskowali!”, jednak drugi rzut oka niestety ujawnił głębię koszmaru.
Tytuł brzmiał bowiem “Witaj przyjacielu!” (or compatible). Tu pojawia się pewien dysonans poznawczy, bowiem osoba przedstawiona na zdjęciu ni cholery nie pasuje do tych słów. Normalnie pod pojęciem “przyjaciel” rozumie się kogoś, kto nam pomoże albo choć spróbuje nas uratować od szkody. Nie zaś kogoś, kto nas wciągnął w zbrodniczą wojnę, jego kumple wyruchali nas finansowo na zakupie (zbędnych nam) samolotów zaś jego podwładni nadal traktują nas Polaków jako podludzi. Z takimi przyjaciółmi to już wrogów nie potrzebujemy… ale ich sobie i tak robimy.
Normalnie mną zatrzęsło.
Ale, pomyślałem sobie, dzień piękny, co się będę przejmował idiotami. To był błąd. I to się już nie powtórzy.
Gubernator Przywiślańskiego Kraju udał się na posłuchanie do Imperatora
Bo jak inaczej to nazwać?
Nasz dzielny Pan Prezydent wyruszył w długą i niebezpieczną podróż do zamorskiego kraju, któremu zaprzysiągł podległość i służbę. Inaczej nie da się wytłumaczyć tego, co zrobił zaraz po dotarciu do metropolii… Jak każdy posłuszny gubernator albo wicekról kolonialny, zadbał przede wszystkim o interes imperium.
Zgodził się, zapewne bezwarunkowo, na tak zwaną “tarczę”, czyli ponowne (po pozbyciu się Ruskich) wprowadzenie obcych wojsk do kraju, oddanie im kawałka naszej ziemi i uczynienie z nas pierwszoplanowego celu dla islamskich pojebańców. To nam ma zapewnić, nie zgadniecie, bezpieczeństwo.
Tutaj jeden pan wyjaśnia, o jakie bezpieczeństwo chodzi:
Będzie gorzej niż z Ruskimi, bo kiedy dzielni amerykańscy “obrońcy” zaczną rozrabiać, to będziemy mogli im skoczyć i nagwizdać. Baza będzie eksterytorialna, a jej mieszkańcy całkowicie wyłaczeni spod polskiej jurysdykcji. Oczywiście US Army ich ukarze, bardzo surowo, np. pojedzie po premii jak kogoś zgwałcą albo zarżną.
Ale oczywiście to wszystko jest nieistotne, w porównaniu z możliwością podlizania się zdychającemu imperium. Chuj tam z Polską, byle Dżordż był zadowolony.
-
Archiwa
- sierpień 2008 (2)
- lipiec 2008 (2)
- marzec 2008 (1)
- październik 2007 (9)
- wrzesień 2007 (4)
- sierpień 2007 (3)
- lipiec 2007 (2)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS
