Gubernator Przywiślańskiego Kraju udał się na posłuchanie do Imperatora
Bo jak inaczej to nazwać?
Nasz dzielny Pan Prezydent wyruszył w długą i niebezpieczną podróż do zamorskiego kraju, któremu zaprzysiągł podległość i służbę. Inaczej nie da się wytłumaczyć tego, co zrobił zaraz po dotarciu do metropolii… Jak każdy posłuszny gubernator albo wicekról kolonialny, zadbał przede wszystkim o interes imperium.
Zgodził się, zapewne bezwarunkowo, na tak zwaną “tarczę”, czyli ponowne (po pozbyciu się Ruskich) wprowadzenie obcych wojsk do kraju, oddanie im kawałka naszej ziemi i uczynienie z nas pierwszoplanowego celu dla islamskich pojebańców. To nam ma zapewnić, nie zgadniecie, bezpieczeństwo.
Tutaj jeden pan wyjaśnia, o jakie bezpieczeństwo chodzi:
Będzie gorzej niż z Ruskimi, bo kiedy dzielni amerykańscy “obrońcy” zaczną rozrabiać, to będziemy mogli im skoczyć i nagwizdać. Baza będzie eksterytorialna, a jej mieszkańcy całkowicie wyłaczeni spod polskiej jurysdykcji. Oczywiście US Army ich ukarze, bardzo surowo, np. pojedzie po premii jak kogoś zgwałcą albo zarżną.
Ale oczywiście to wszystko jest nieistotne, w porównaniu z możliwością podlizania się zdychającemu imperium. Chuj tam z Polską, byle Dżordż był zadowolony.
Brak komentarzy.
-
Archiwa
- sierpień 2008 (2)
- lipiec 2008 (2)
- marzec 2008 (1)
- październik 2007 (9)
- wrzesień 2007 (4)
- sierpień 2007 (3)
- lipiec 2007 (2)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS
