Zbrodnia przeciw narodowi polskiemu
Wyły już syreny, teraz czas uczcić pamięć ofiar najgorszej z wojennych zbrodni chwilą rozważań.
Powstanie Warszawskie było zbrodnią przeciwko polskiemu narodowi i przyszłości państwa. Zbrodnią tym gorszą, że zaplanowaną i przeprowadzoną przez Polaków. Niemcy wystąpili tu w zasadzie w roli narzędzia, jak siekiera w ręce mordercy.
Rzekomo miała to być demonstracja polityczna – że jeśli Stalina w wyzwolonej Warszawie powita delegat rządu emigracyjnego, to Polska zachowa dawny ustrój i niepodległość. W coś takiego może uwierzyć tylko kliniczny idiota. Stalin miałby zmienić swoje plany budowy imperium z powodu przemówienia jakiegoś tam polaczka, nie mającego za sobą przynajmniej tuzina dywizji pancernych? Niby czemu? Miał już przecież PKWN i innych komunistów gotowych stworzyć nowy rząd – wedle potrzeb, “niezależnego” państwa albo kolejnej republiki.
Przywódcy podziemia wiedzieli – a przynajmniej powinni byli wiedzieć – że Polskę już dawno sprzedano. Nasi sojusznicy nie chcieli umierać za wolną Polskę, więc oddali ją Stalinowi jako część przyszłej strefy wpływów. Jakiekolwiek działania sprzeciwiające się temu były więc, niestety, z góry skazane na porażkę, przy braku własnej regularnej armii zdolnej zabezpieczyć interes kraju siłą. A “gesty” to sobie można w teatrze mimów robić…
Co więc zrobili? To oczywiste – posłali na śmierć potencjalną elitę przyszłej Polski. Niedoszkolone, źle uzbrojone grupki powstańców nie były w stanie nadrobić oczywistych braków samym entuzjazmem i poświęceniem. Podziwu godna wytrwałość w walce to piękna rzecz. Walka bez nadziei na zwycięstwo to niestety rzecz głupia. Dlatego trzeba powiedzieć jasno – ci ludzie zostali zamordowani przez przywódców ówczesnego podziemia. Niemcy naciskali na spust, ale ofiary podstawiła Komenda Główna AK.
Bezmyślne rozpętanie powstania spowodowało też represje wobec ludności cywilnej, przerwane tylko z braku amunicji do rozstrzeliwania (na wniosek generała SS Bach-Żelewskiego). Pomysłodawcy powstania są za to współodpowiedzialni. Po nieuniknionej klęsce, Warszawę obrócono w ruiny na rozkaz Hitlera. Tego też można było uniknąć…
Co więc mamy z Powstania Warszawskiego? Sporo, ale trudno to nazwać korzyściami. 200 tysięcy zabitych cywili. Zrujnowane miasto. Trupy patriotów. Zajebiste osiągnięcie, nieprawdaż?
Co można było zrobić zamiast? Było kilka możliwości.
Po pierwsze, można było poczekać aż rozpocznie się ofensywa i przeprowadzać zmasowane akcje dywersyjne na tyłach wroga – osłabione oddziały niemieckie wycofałyby się prędzej i straty w Warszawie (zarówno wśrod ludności jak i budynków i infrastruktury) byłyby wielokrotnie mniejsze. Być może też i późniejsze traktowanie żołnierzy AK byłoby lepsze.
Można też było planować bardziej przyszłościowo. Przejść do głębokiej konspiracji i infiltrować nowy system. Potem, w sprzyjających okolicznościach podkopywać go po kawałku. Być może wtedy pożegnalibyśmy się z komuną 10 lat wcześniej, pozostając jeszcze przez jakiś czas formalnie w “bloku”.
Można było też, teoretycznie, rozpuścić wszystkich do domów. To najmniej prawdopodobne rozwiązanie, ograniczające jednak straty.
Jednak nasi przywódcy, zgodnie z wielowiekową tradycją, postanowili zniszczyć co się da. Z Warszawy, jej mieszkańców i żołnierzy podziemnej armii uczynili sobie stos pogrzebowy. I podpalili go pierwszego dnia sierpnia, o godzinie siedemnastej.
Wspomnijmy więc dziś wszystkie ofiary zbrodniczej głupoty i pamiętajmy na przyszłość, że miejsce na wyniosłe gesty to teatr. Powstanie Warszawskie spowodowało szkody, które odczuwamy do dziś.
Żołnierzom Powstania należy się szacunek, wierzyli że walczą w słusznej sprawie i dali z siebie wszystko. Wodzom, którzy je wywołali natomiast, należy sie pogarda i miejsce na śmietniku historii.
-
Archiwa
- sierpień 2008 (2)
- lipiec 2008 (2)
- marzec 2008 (1)
- październik 2007 (9)
- wrzesień 2007 (4)
- sierpień 2007 (3)
- lipiec 2007 (2)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS
