O żabie, lwie i bocianie
Długi czas zastanawiałem się, jakież to korzyści ma nam przynieść amerykańska tarcza antyrakietowa. Że przyniesie korzyści USA – to jasne, ale Polsce? Ani pieniędzy (20 mln? a co sobie za to kupimy? waciki?), ani sprzętu wojskowego, ani wzmocnienia obronności przez siły amerykańskie… więc co?
Oświecił mnie dopiero “ekspert wojskowy” tygodnika “Angora”. Wygląda zupełnie jak War Nerd, tylko niestety nie tak ładne bajki opowiada. Tym razem opowiedział bajkę o żabie, lwie i bocianie, w wersji dla cofniętych w rozwoju i cierpiących na dyslekcję historyczną.
Otóż Rosja patrzy na Polskę niczym bocian na żabę, czyli z morderczą intencją konsumpcyjną. Żaba oczywiście aż pod siebie robi ze strachu, że bocian się do niej zabierze tym długim, ostrym dziobem. Gdyby jednak za płazem oślizgłym stanął lew ryczący, to bocian sam wtedy w pory narobi. Rolę lwa ma oczywiście pełnić USA, a stać za nami będzie jak damy sobie podrzucić zgniłe jajo w postaci tarczy antyrakietowej.
Oczywiście nie wspomniał o tym, że lew stoi tyłem i pracuje ostro zwieraczem odbytu, waląc żabie wielką, rzadką i śmierdzącą kupę wprost na łeb. Bociana oczywiście troche to zniechęca, bo kto by chciał takiego osrańca jeść… Żabie w zasadzie żadna różnica, czy ją bocian dopadnie czy lew w gównie utopi – tak czy tak ma przesrane.
A morał z tej bajeczki taki, że jak się ma fatalne położenie geopolityczne to trzeba tak samo uważać na sojuszników jak na wrogów. Szczególnie zaś, gdy sojusznik znany jest z tego, że każdego gotów sprzedać jeśli tylko będzie miał z tego jakiś zysk. Ale żeby to wiedzieć, trzeba pamiętać o Teheranie i Jałcie.
Twoja cena = 0,50 USD
Ile kosztuje kupno średniej wielkości kraju europejskiego?
Myślałby ktoś, że jakieś kwadryliony euro, góry złota i diamentów – w końcu taki kraj jest trochę wart, nieprawdaż? Nawet tak fatalnie zarządzany i zrujnowany kraj jak Polska powinien być wart jakieś większe pieniądze. Okazuje się jednak, że nie.
Z suwerenności można zrezygnować już za 20 mln spadających na wartości dolarów! Tyle oferuje rządu USA za zainstalowanie sobie bazy rakietowej. Właściwie to nie za bazę, tylko jako dobrowolny datek na usprawnienie naszej armii. Na nowe onuce może i starczy…
Za to mamy znów mieć w kraju obce wojska, nie podlegające polskiej kontroli, zupełnie jak “bratnia armia” za poprzedniego ustroju. Wówczas to też był nasz strategiczny sojusznik. Wracamy do sprawdzonego modelu, w którym bratnie mocarstwo instaluje u nas swoją armię, tyle że tym razem nie możemy liczyć na to, że w razie ataku ta armia nam udzieli pomocy.
Możemy liczyć na klasyczne amerykańskie zachowanie, czyli sprawną ewakuację w razie kłopotów (jak w Sajgonie). A sojusznik niech sobie sam radzi, przecież niepodległym krajem jest. A jakby się sojusznik stawiał, to się go dopisze do “osi zła” (jak Irak).
Donaldu Tusku ma problemu. Z jednej strony strasznie by chciał się zdążyć podlizać Bushowi jr, z drugiej zaś rozumie doskonale, że 20 mln USD to oferta godna wasala trzeciej kategorii. Wie też, że Polacy powoli zaczynają się orientować, o co chodzi z tarczą i jakie problemy będziemy z tego mieli, więc zgoda na ten przekręt grozi mu spadkiem notowań do poziomu kaczorów albo i niżej.
I co teraz? Zdaniem negocjatorów amerykańskich, sprawa jest “w zasadzie załatwiona”, ale jakoś mi się nie chce w to wierzyć. Zdaniem naszego rządu “negocjacje są w toku”, co wydaje się być – szokujące! – bliższe prawdy.
Cóż, wkrótce się dowiemy, czy po raz kolejny Polska zostanie władowana w gówno. Czego sobie i wam szczerze nie życzę.
-
Archiwa
- sierpień 2008 (2)
- lipiec 2008 (2)
- marzec 2008 (1)
- październik 2007 (9)
- wrzesień 2007 (4)
- sierpień 2007 (3)
- lipiec 2007 (2)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS
