Kto ja jestem? Polak duży!

Złodzieje i skurwysyny, wypierdalać z mojego kraju!

Ruskie górą, nasi kanałami…

Ostatnio Rosja odniosła ważne zwycięstwa. Kolejny krok w odbudowie mocarstwowej pozycji.

Pierwsze i bardziej oczywiste, to wojna z Gruzją. Głupi wyskok Saakaszwilego skończył się tak jak musiał – klęską jego planów i pchnięciem zbuntowanej Abchazji i Osetii w ręce Rosji.  Kwestią czasu jest przyłączenie tych terenów do Federacji Rosyjskiej.

Oczywiście z tej okazji nasz kaczostworek nie omieszkał poprzeć wywołującego całe zamieszanie prezydenta Gruzji. Wygłosił więc kretyńskie przemówienie, atakując Rosję i popierając rozpętanie wojny. Ruskie słuchali i wyciągają wnioski. Jak już skończa, to nam zrobia jakąś nieprzyjemność. Przy okazji zaś mają pretekst do różnych wrogich działań, bo skoro są atakowani, to muszą się bronić, nieprawdaż?

Jednak jeszcze lepszego pretekstu dostarczył nasz cały rząd, zgadzając się na “tarczę”. Choć sam system, o ile kiedykolwiek w ogóle zacznie działać (co jest wątpliwe), Rosji nie szkodzi, to jednak jest on wspaniałym pretekstem do rozbudowy armii, arsenału nuklearnego i operacji szpiegowskich. Otwarta odbudowa imperialnej armii byłaby powodem do krytyki i odwetu politycznego, jednak w nowej sytuacji Rosja może powołać się na amerykańską aktywność tarczową i upierać się, że wszelkie ich działania to tylko reakcja na nowe zagrożenie albo odtwarzanie równowagi. Przy okazji moga też zastosowac jakieś działania odwetowe względem Polski, bo ja wiem… ponowne embargo na import mięsa?

Wracając do “tarczy”, to podpisana właśnie umowa jest pięknym przykładem tego, jak profesjonalni politycy amerykańscy rolują idiotów. Nie dość, że moga sobie tu zainstalować bazę z niewiadomo czym, to jeszcze w dwóch miejscach umieszczą sobie wyrzutnie rakiet, zaś rząd polski dodatkowo zobowiązał się do poparcia każdej następnej wojenki wywołanej z Waszyngtonu – bo tak się skończy “ścisła współpraca na wypadek zagrożenia ze strony trzeciej – militarnego i innego rodzaju” czy jako tam dokładnie napisali.

Że zaś będą kolejne inwazje i wojny jest pewne jak to, że polski rząd to banda idiotów i agentów. “Tarcza” jest teoretycznie systemem obronnym, jednak jej rolą nie jest obrona przed atakiem, ale osłona amerykańskich ataków na inne kraje w rejonie Bliskiego Wschodu. Oczywiście o ile w ogóle system uda się doprowadzić do działania, bowiem nadal ma on celność gorszą niż pijany gajowy i nadaje się tylko do puszczania bardzo drogich fajerwerków. Mając (w założeniu) osłone przed ewentualnym irańskim odwetem, któryś kolejny prezydent USA napadnie na ten kraj – a my będziemy musieli to wspierać.

Na koniec pozwolę sobie przypomnieć jak to już raz było z naszym wielkim sojusznikiem. Kiedy w Jałcie i Teheranie USA i wielka Brytania oddały Polskę do strefy wpływów Stalina, utrzymywali to w tajemnicy aż do końca wojny – by jeszcze trochę Polaków dało się zabić wierząc w zachodnie gwarancje. Potem, jak wujek Staszek powiedzieli “Spierdalajcie” i zostawili nas na pastwę czerwonego. Tylko ostatni frajer może sądzić, że jeśli w przyszłości uznają, że tak im się opłaca, to nie zrobią tego samego.

20.08.2008 Opublikował/a polakduzy | ameryka, debilizm, kaczor, politycy, ruskie, zdrada | | Nie ma jeszcze komentarzy

O żabie, lwie i bocianie

Długi czas zastanawiałem się, jakież to korzyści ma nam przynieść amerykańska tarcza antyrakietowa. Że przyniesie korzyści USA – to jasne, ale Polsce? Ani pieniędzy (20 mln? a co sobie za to kupimy? waciki?), ani sprzętu wojskowego, ani wzmocnienia obronności przez siły amerykańskie… więc co? ‏

Oświecił mnie dopiero “ekspert wojskowy” tygodnika “Angora”. Wygląda zupełnie jak War Nerd, tylko niestety nie tak ładne bajki opowiada. Tym razem opowiedział bajkę o żabie, lwie i bocianie, w wersji dla cofniętych w rozwoju i cierpiących na dyslekcję historyczną.

Otóż Rosja patrzy na Polskę niczym bocian na żabę, czyli z morderczą intencją konsumpcyjną. Żaba oczywiście aż pod siebie robi ze strachu, że bocian się do niej zabierze tym długim, ostrym dziobem. Gdyby jednak za płazem oślizgłym stanął lew ryczący, to bocian sam wtedy w pory narobi. Rolę lwa ma oczywiście pełnić USA, a stać za nami będzie jak damy sobie podrzucić zgniłe jajo w postaci tarczy antyrakietowej.

Oczywiście nie wspomniał o tym, że lew stoi tyłem i pracuje ostro zwieraczem odbytu, waląc żabie wielką, rzadką i śmierdzącą kupę wprost na łeb. Bociana oczywiście troche to zniechęca, bo kto by chciał takiego osrańca jeść… Żabie w zasadzie żadna różnica, czy ją bocian dopadnie czy lew w gównie utopi – tak czy tak ma przesrane.

A morał z tej bajeczki taki, że jak się ma fatalne położenie geopolityczne to trzeba tak samo uważać na sojuszników jak na wrogów. Szczególnie zaś, gdy sojusznik znany jest z tego, że każdego gotów sprzedać jeśli tylko będzie miał z tego jakiś zysk. Ale żeby to wiedzieć, trzeba pamiętać o Teheranie i Jałcie.

13.07.2008 Opublikował/a polakduzy | ameryka, debilizm, nie uwłaczając, politycy | | Nie ma jeszcze komentarzy

Twoja cena = 0,50 USD

Ile kosztuje kupno średniej wielkości kraju europejskiego?

Myślałby ktoś, że jakieś kwadryliony euro, góry złota i diamentów – w końcu taki kraj jest trochę wart, nieprawdaż? Nawet tak fatalnie zarządzany i zrujnowany kraj jak Polska powinien być wart jakieś większe pieniądze. Okazuje się jednak, że nie.

Z suwerenności można zrezygnować już za 20 mln spadających na wartości dolarów! Tyle oferuje rządu USA za zainstalowanie sobie bazy rakietowej. Właściwie to nie za bazę, tylko jako dobrowolny datek na usprawnienie naszej armii. Na nowe onuce może i starczy…

Za to mamy znów mieć w kraju obce wojska, nie podlegające polskiej kontroli, zupełnie jak “bratnia armia” za poprzedniego ustroju. Wówczas to też był nasz strategiczny sojusznik. Wracamy do sprawdzonego modelu, w którym bratnie mocarstwo instaluje u nas swoją armię, tyle że tym razem nie możemy liczyć na to, że w razie ataku ta armia nam udzieli pomocy.

Możemy liczyć na klasyczne amerykańskie zachowanie, czyli sprawną ewakuację w razie kłopotów (jak w Sajgonie). A sojusznik niech sobie sam radzi, przecież niepodległym krajem jest. A jakby się sojusznik stawiał, to się go dopisze do “osi zła” (jak Irak).

Donaldu Tusku ma problemu. Z jednej strony strasznie by chciał się zdążyć podlizać Bushowi jr, z drugiej zaś rozumie doskonale, że 20 mln USD to oferta godna wasala trzeciej kategorii. Wie też, że Polacy powoli zaczynają się orientować, o co chodzi z tarczą i jakie problemy będziemy z tego mieli, więc zgoda na ten przekręt grozi mu spadkiem notowań do poziomu kaczorów albo i niżej.

I co teraz? Zdaniem negocjatorów amerykańskich, sprawa jest “w zasadzie załatwiona”, ale jakoś mi się nie chce w to wierzyć. Zdaniem naszego rządu “negocjacje są w toku”, co wydaje się być – szokujące! – bliższe prawdy.

Cóż, wkrótce się dowiemy, czy po raz kolejny Polska zostanie władowana w gówno. Czego sobie i wam szczerze nie życzę.

12.07.2008 Opublikował/a polakduzy | DonalduTusku, ameryka, zdrada | | Nie ma jeszcze komentarzy

Ileś-tam dni Donaldu Tusku i jego “cudów”

W zasadzie mógłbym sobie odpuścić – w końcu nie tylko PiSdy podliczyły rząd PO. Wszyscy inni też. Wynik liczenia, jakby nie patrzeć, mocno odstaje od obietnic wyborczych. Z jednej strony sam fakt częściowej dekaczyzacji skłania do pewnej pobłażliwości, z drugiej – nie jest dobrze.

Oczywiście tylko ostatni frajerzy mogli uwierzyć w obiecane cuda i dziwy. Ludzie trochę myślący dobrze wiedzą, że cudów nie ma, a nazywając polityków dziwkami obrażałoby się “pracownice seksualne”. One się przynajmniej wywiązują z umów, jak biorą stówę za danie dupy, to dana dupa jest za chwilę nadstawiona. Jak polityk coś obiecuje… to obiecuje.

Weźmy podatki. Donaldu obiecuje niższe podatki i jednocześnie wyższe wydatki. Najwyraźniej nie zna starego przysłowia, że “z pustego to i Salomon nie naleje”. A może uważa się za lepszego od legendarnego króla? Obniżka podatków to rzecz dobra i konieczna, przynosi ona – wbrew pozorom – większe wpływy, ale dopiero w dłuższej perspektywie. Jeśli obniżamy podatki w tym roku, to pozytywny efekt dla budżetu pojawi się za jakiś czas – może rok, może dwa lata, może trzy… Tymczasem różne podwyżki, zapomogi itp trzeba wypłacać już teraz. Efekt jest do przewidzenia nawet dla ucznia pierwszej klasy: jak zbieramy mniej a wydajemy więcej, to wynik jest na minusie. Nie grozi nam dodruk pieniędzy (ministrem finansów nie jest przecież Lepper), za to będzie kolejna emisja obligacji i zaciąganie innych kredytów.

Lepsze prawo? Tu niby coś się ruszyło, ma nie być już “aresztów wydobywczych” tak lubianych przez Zero i jego kumpli. Zobaczymy tylko jak długo… Nie słychać jednak nic w sprawie innych przepisów obrażających elementarne poczucie sprawiedliwości (rewizje na “szmatę”, obraza majestatu i kilka innych) czy sprzecznych z konstytucją.

Tak zwane “przyjazne państwo” to śmiech na sali. Bryluje sobie niejaki Palikot i ma darmową promocję, natomiast działań faktycznych ani śladu.

Drugie takie pośmiewisko, to oddanie rządów nad gospodarką PSL-owi. Ludziom, którzy nawet tego co im “samo” rośnie na polu sprzedać nie umieli i poszli w politykę.

Mamy też kwestię “Traktatu Lizbońskiego”, czyli eurokonstytucji v2.0. Wiedząc doskonale, że w referendum ten koszmarek przegrałby z wynikiem gorszym niż miał PiS w wyborach, PO współpracując z poprzednim reżimem, komuchami i w ogóle z kim się da, usiłuje przepchnąć to coś w drodze sejmowej. Propagandowo przedstawia się traktat jako drobne zmiany, podczas gdy umowa ta powołuje do życia “Unię Europejską” jako formalnie istniejące państwo federalne, mające władzę zwierzchnią nad obecnymi członkami Wspólnoty Europejskiej. Efektem będzie ograniczenie suwerenności do poziomu takiego, jaki mieliśmy w czasach Bieruta – tyle że zamiast komunisty Stalina będą rządzić socjalistyczne biurwy z Brukseli. Różnica może i jest w detalach praktycznych, ale w zasadzie – nie ma. Były jakieś tam przysięgi o obronie suwerenności, ale kto by to pamiętał 100 dni po złożeniu?

Wreszcie, tak zwana “tarcza”, czyli instalacja rzekomo defensywnego systemu rakietowego. Skoro oddajemy swój kraj brukselskim biurwokratom, to czemu nie oddać kawałka USA? W końcu co za różnica, kto rządzi obszarem między Odrą a Bugiem – byle nie Polacy. Amerykanie na pewno docenia nasz gest i w rewanżu sprzedadzą nam jakiś inny wojskowy złom po cenie nowego sprzętu. Mamy już korwety otrzymane “w darze”, których utrzymanie (jednej – druga stoi w porcie i o własnych siłach stamtąd nie ruszy) kosztuje już więcej niż zamówienie i zbudowanie nowych jednostek, mamy F16 w wersji gruntowo-złomowej (połowę pewnie niedługo rozbiorą na części by reszta nadawała się do czegoś więcej niż dumne stanie w hangarze). Teraz Donaldu się śpieszy, zupełnie jak Kaczor, by zdążyć oddać kawałek kraju obcym – byle zdążyć zanim zmieni się w USA władza i skasuje cały projekt tarczy (chyba że rakiety zaczną mieć celność lepszą niż pijany gajowy – ale to się nie zapowiada na najbliższą przyszłość).

Wygląda więc na to, że pozbyliśmy się psychopaty a w zamian dostaliśmy człowieka, który robi prawie dokładnie to samo, tylko bez usprawiedliwienia szaleństwem. Zdrada, tradycyjnie już, popłaca.

16.03.2008 Opublikował/a polakduzy | DonalduTusku, ameryka, bush, politycy, wtopa, zdrada | | Nie ma jeszcze komentarzy

21500 EUR

To niestety nie wysokość mojej pensji. To kwota, jaką nasze dzielne Ministerstwo Fotygi Zagranicznej wydało na łapówki (lobbying tak zwany) aby popchnąć sprawę bezwizowego wjazdu do USA. Nie, nie zginęły żadne zera. Dwadzieścia jeden tysięcy pięćset.
Podobno to taka strasznie ważna sprawa. Albo i nie, 3 miliony mieszkań zwolnią uciekający do UK i Irlandii, więc ułatwianie ucieczek do USA nie jest już tak kluczowe. Można zaoszczędzić.
Można było oczywiście zainwestować więcej, albo próbować uruchomić amerykańską Polonię – ale po co? Dżordżi załatwi! A jak nie? To już pomysłu nie ma…

Jak to robią kraje, które zatrudniają prawdziwych dyplomatów, można poczytać tu: Czy warto umierać za USA?

16.08.2007 Opublikował/a polakduzy | ameryka, wtopa | | Nie ma jeszcze komentarzy

Jak fajnie jest dupy dać…

…albo jak Kaczki wyruchano po dwakroć w Ameryce przez nich ukochanej i nie tylko.

Jak się okazuje, nie po raz pierwszy zresztą, włażenie w dupę władcom Ameryki to zabawa kosztowna i przynosząca znikome (o ile w ogóle jakieś) zyski. W odróżnieniu od Kaczek i innego PiSiorstwa, amerykańscy politycy dbają przede wszystkim o interes swojego kraju. Różnie im to wychodzi, ale intencja słuszna. I w tym celu podjęli niedawno dwie interesujące decyzje…

Wyruchanie pierwsze:

Nieśmiertelna sprawa wiz do USA. Po latach kręcenia i wykręcania się, Kongres dopisał “nowe kraje Unii” do listy wpuszczanych bezwizowo – ale pod warunkiem, że w danym kraju procent odmów wydania wizy wynosił mniej niż 10%. Nie chcą bez wiz wpuszczać typków, którym by normalnie wizy nie dali. Sęk w tym, że Polska się tu nie zalicza – 26% odmów. Pojadą sobie Estończycy, Litwini, Węgrzy itp ale nie obywatele “najwierniejszego sojusznika”. I co panowie bliźniacy? Dupy się nadstawiało bez wazeliny i gówno z tego wyszło…

Wyruchanie drugie:

Wspaniała “tarcza” rakietowa. Zadziwiająco zgodnym chórem przegłosowano obcięcie funduszy na ten projekt. Nic dziwnego, bowiem rakiety tarczowe latają słabo, a jak już polecą – to nie chcą w cel trafiać. Dzordżi nie zbuduje sobie tarczy, bo odejdzie na śmietnik historii zanim w końcu system zostanie dopracowany do poziomu pozwalającego poważnie myśleć o wdrażaniu. Kaczorek został z nadstawionym kuperkiem a tu nawet go wydupczyć nie chcą…

Na froncie krajowym też nie lepiej:

Smród roznosi się z okolic CBA. Dzielni chłopcy nie wykazali się umiejętnością podkładania świni. Z tego co widać, to nawet gdyby Endriu nie został ostrzeżony i tak gówno by z całej afery było. Była ubecja chyba ze stołków pospadała ze śmiechu, czytając informacje o przebiegu tej długotrwałej akcji. Ochrona budynku nie wpuściła funkcjonariuszy… dobrze że nie spałowali, widać dobry dzień mieli. Połowa kwitów sfałszowana, ale druga nie, bo wysłana przepisowo tam, gdzie powinny dotrzeć.

Zresztą nie pierwszyzna to spierdolić robotę. Kardiolog G., rzekomo straszny łapówkarz i morderca już na wolności, bo sąd uznał, że nie stanowi zagrożenia i można go wypuścić z aresztu. Zaraz się pewnie okaże, że z pokazowego procesu też nici.

Ale wróćmy do Ameryki, bo to przecież najważniejszy dla kaczek kraj. Ekstradycja Mazura – obciach jakich mało. Tego nie uznaję za wyruchanie przez Przyjaciela, był to raczej rodzaj samogwałtu. Amerykański sędzia nie musi się bać ministra Z. więc rzekome dowody zbadał starannie. Musiał potem ręce myć dwa razy, bo takiego gówna dawno w nich nie trzymał… Ciekawe na kogo to zwalą?

I tak do zajebania…

12.08.2007 Opublikował/a polakduzy | ameryka, kaczor, wtopa | | Nie ma jeszcze komentarzy

“Przyjaciel”

To będzie post historyczny, o tym, co mnie prawie przekonało do założenia bloga.

Dawno, dawno temu… dobra, wcale nie dawno. Dzień był słoneczny, nastrój miałem dobry jak rzadko, ale nieopatrznie wszedłem do kiosku. To był błąd, straszliwy i koszmarny błąd, bowiem wzrok mój padł na znaną z wysokiej jakości dziennikarstwa gazetę “Fakt”. Tym razem jednak, na pierwszej stronie zamiast typowego mordercy, zboczeńca, złodzieja czy innego satanisty znajdował się portret władcy Imperium Zła, niejakiego George W. Busha. Przez chwilę myślałem optymistycznie “wreszcie go zdemaskowali!”, jednak drugi rzut oka niestety ujawnił głębię koszmaru.

Tytuł brzmiał bowiem “Witaj przyjacielu!” (or compatible). Tu pojawia się pewien dysonans poznawczy, bowiem osoba przedstawiona na zdjęciu ni cholery nie pasuje do tych słów. Normalnie pod pojęciem “przyjaciel” rozumie się kogoś, kto nam pomoże albo choć spróbuje nas uratować od szkody. Nie zaś kogoś, kto nas wciągnął w zbrodniczą wojnę, jego kumple wyruchali nas finansowo na zakupie (zbędnych nam) samolotów zaś jego podwładni nadal traktują nas Polaków jako podludzi. Z takimi przyjaciółmi to już wrogów nie potrzebujemy… ale ich sobie i tak robimy.

Normalnie mną zatrzęsło.

Ale, pomyślałem sobie, dzień piękny, co się będę przejmował idiotami. To był błąd. I to się już nie powtórzy.

17.07.2007 Opublikował/a polakduzy | ameryka, bush, propaganda | | Nie ma jeszcze komentarzy

Gubernator Przywiślańskiego Kraju udał się na posłuchanie do Imperatora

Bo jak inaczej to nazwać?

Nasz dzielny Pan Prezydent wyruszył w długą i niebezpieczną podróż do zamorskiego kraju, któremu zaprzysiągł podległość i służbę. Inaczej nie da się wytłumaczyć tego, co zrobił zaraz po dotarciu do metropolii… Jak każdy posłuszny gubernator albo wicekról kolonialny, zadbał przede wszystkim o interes imperium.

Zgodził się, zapewne bezwarunkowo, na tak zwaną “tarczę”, czyli ponowne (po pozbyciu się Ruskich) wprowadzenie obcych wojsk do kraju, oddanie im kawałka naszej ziemi i uczynienie z nas pierwszoplanowego celu dla islamskich pojebańców. To nam ma zapewnić, nie zgadniecie, bezpieczeństwo.

Tutaj jeden pan wyjaśnia, o jakie bezpieczeństwo chodzi:

Będzie gorzej niż z Ruskimi, bo kiedy dzielni amerykańscy “obrońcy” zaczną rozrabiać, to będziemy mogli im skoczyć i nagwizdać. Baza będzie eksterytorialna, a jej mieszkańcy całkowicie wyłaczeni spod polskiej jurysdykcji. Oczywiście US Army ich ukarze, bardzo surowo, np. pojedzie po premii jak kogoś zgwałcą albo zarżną.

Ale oczywiście to wszystko jest nieistotne, w porównaniu z możliwością podlizania się zdychającemu imperium. Chuj tam z Polską, byle Dżordż był zadowolony.

17.07.2007 Opublikował/a polakduzy | ameryka, bush, kaczor, zdrada | | Nie ma jeszcze komentarzy